W historii klasycznej motoryzacji zdarzają się opowieści, które wykraczają poza zwykłą chronologię właścicieli i dat produkcji. Są historie, w których technika, ludzkie pasje i czysty przypadek splatają się w narrację niemal metafizyczną. Taka właśnie jest historia jednego z najbardziej autentycznych egzemplarzy Mercedes-Benz 300 SL „Gullwing”, który po siedmiu dekadach powrócił dokładnie tam, skąd wyruszył w świat.
Samochód opuścił Stuttgart 26 stycznia 1956 roku. Już w chwili narodzin był egzemplarzem wyjątkowym. Zamówiony w pełnej specyfikacji sportowej, otrzymał rzadki lakier Graphitgrau oraz naturalną skórzaną tapicerkę. Zaledwie 106 sztuk 300 SL „Gullwing” zestawiono w takiej konfiguracji, a tylko 30 trafiło pierwotnie nowych z fabryki na rynek francuski.
Pierwszym właścicielem był Claude Foussier – postać nietuzinkowa. Wybitny menedżer związany z Pernod-Ricard i Coca-Colą, a zarazem jeden z najwybitniejszych europejskich strzelców sportowych swojego czasu. Olimpijczyk z Rzymu (1960) i Tokio (1964), wielokrotny mistrz Europy oraz późniejszy działacz olimpijski i kawaler Legii Honorowej, był człowiekiem o wyrafinowanym guście i zamiłowaniu do rzeczy absolutnie najlepszych.
Nic dziwnego, że wybrał właśnie model 300 SL – samochód będący w połowie lat 50. kwintesencją technicznej doskonałości. Rurowa rama przestrzenna, trzylitrowy rzędowy sześciocylindrowiec z bezpośrednim wtryskiem paliwa – pierwszy taki w seryjnym aucie – hamulce Alfin i nadwozie o wyścigowej genezie czyniły z niego maszynę bezkonkurencyjną na drogach. Prędkość maksymalna przekraczająca 200 km/h i sprint do 100 km/h poniżej dziewięciu sekund stawiały go w absolutnej czołówce epoki. Charakterystyczne drzwi unoszone ku górze nie były stylistycznym kaprysem, lecz koniecznością wynikającą z wysokich progów rurowej ramy.
Foussier użytkował Mercedesa do 1961 roku, przechowując go w garażu swej paryskiej rezydencji przy boulevard Suchet. Następnie auto przeszło w ręce kilku znanych francuskich kolekcjonerów, z których jeden – Jean Piger – zatrzymał je na ponad pół wieku. Przechowywane w zabudowaniach zamkowych, użytkowane sporadycznie, nigdy nie zostało rozebrane ani odrestaurowane. Ostatnia winieta drogowa z 1993 roku wciąż widnieje na przedniej szybie.
Prawdziwy sensacyjny wymiar tej historii ujawnił się jednak dopiero niedawno. Po latach przechowywania w Niemczech, samochód trafił do nowego właściciela – paryskiego kolekcjonera i znawcy marki. Badania archiwalne wykazały coś nieprawdopodobnego: obecny właściciel mieszka dokładnie pod tym samym adresem, co Claude Foussier w 1956 roku. Samochód spoczywał w tym samym garażu, w którym stał niemal 70 lat wcześniej.
Ekspertyza przeprowadzona przez inżyniera Klausa Kukuka potwierdziła niemal niewiarygodny stan zachowania. Oryginalny lakier pokrywa niemal całe nadwozie, wszystkie numery – od elementów mechanicznych po kluczyki – są zgodne fabrycznie, a wnętrze zachowało naturalną patynę bez śladów renowacji. To jeden z nielicznych 300 SL „Gullwing” wyposażonych w sportowy silnik NSL, koła Rudge i zawieszenie o specyfikacji wyścigowej – konfigurację, w jakiej powstało zaledwie około 60 egzemplarzy.
Dziś ten Mercedes stanowi nie tylko techniczny artefakt, lecz także niezwykłego świadka czasu. Niezależnie od tego, czy jego właściciel zdecyduje się zachować go w stanie „konserwatorskim”, czy delikatnie odsłonić blask oryginalnego lakieru, jedno jest pewne: drzwi najważniejszych konkursów elegancji świata stoją przed nim otworem. To prawdopodobnie ostatni w pełni oryginalny „Gullwing” – samochód, który nie tylko przetrwał historię, ale sam stał się jej częścią.
Auto zostało sprzedane na aukcji za 4 407 800 euro. Cena przed aukcją szacowana była pomiędzy 2 a 5 miliona euro.
Źródło: Artcurial, Zdjęcia: Kevin Van Campenhout